Chałat Wiktor Teofil Gomulicki download
Aż do samej Jabłonny szło wszystko jak najlepiej. Słońce jasno przyświecało; konie biegły żwawym truchtem; podróżni, ściskając się na małej przestrzeni, nawzajem ciepła sobie udzielali. Czasem tylko ktoś wstrząsnął się, szczelniej futrem otulił i przez zęby mruknął: Ależ psie dyabelskie siarczyste mrozisko! Wszyscy (z wyjątkiem mnie) palili; większość pociągała dość często z oplatanych i nieoplatanych, płaskic…

