– pisał Sartre. N. wziął sobie słowa francuskiego filozofa do serca i zamiast przykładnie robić karierę, czyta, pisze i brodzi w gęstych ciemnościach warmińskiej prowincji. Bez żony, bez dzieci, bez przyjaciół. Uporczywie wpatrzony w widmo sławy, którą ma mu przynieść jego debiutancka powieść. Żeby zabić czas pozostały do premiery książki, po której spodziewa się przełomu w swoim życiu, nawiązuje korespondencję z młodszą od siebie dominą.

